Untitled Document
OCZY ICH ZAWSZE CZYSTE
NA GRĘ PRZYPADKU
Dni ospałości, dni deszczu, Dni stłuczonych luster i zgubionych szpilek, Dni powiek zamkniętych na horyzoncie mórz, Godziny bliźniacze, dni wzięte w niewolę.
Mój umysł, który jeszcze świecił się na liściach I kwiatach, mój umysł jest nagi jak miłość, Zniewolony jutrzenką, której nie pamięta, Schyla głowę nad ciałem posłusznym, daremnym.
Widziałem jednak oczy najpiękniejsze na świecie, To bogowie ze srebra z szafirami w rękach, Prawdziwych bogów, ptaki wryte w ziemię I ptaki we wodzie widziałem.
Skrzydła ich moimi, nie ma nic prócz lotu,
Lot ich potrząsa moją niedolą,
Lot gwiazdy i światła,
Rzeka, równina, skała, ich lot,
Świetliste fale skrzydeł,
Moja myśl podpierana przez życie i śmierć.
Na grę przypadku epopeja, ale już zakończona.
Wszystkie postępki są niewolnikami
Niewolników o brodach przodków
I zwyczajne słowa
Liczą się tylko w ich pamięci.
Na grę przypadku wszystko, co spala, wszystko, c<
drąży
Wszystko, co niszczy i co zagryza, i co zabija. Lecz to, co świeci każdego dnia, To zgodność człowieka i złota, Spojrzenie przykute do ziemi.
Na grę przypadku oswobodzenie, Na grę przypadku spadająca gwiazda I wieczne niebo mojej głowy Otwiera się szerzej na słońce, Na wieczność przypadku.
|
 |